Jak radzę sobie z „hejtem”

Spotkałem się ostatnio z podejściem ludzi w stylu…

„Daj sobie spokoj na co Ci to kase pewnie wydałeś i będziesz dukał i szpanował jak mogłeś sobie napisać pamiętnik i schować pod poduszkę i też byłoby OK…”

Chciałbym serdecznie taki osobom podziękować. NAPRAWDĘ. Otóż poprzez takie podejście najbardziej chce mi się robić cokolwiek. Nie ważne jesteśmy znajomymi tydzień a może 5 lat… Dla nich ważne jest to by osobę, która robi coś innego niż ona sama sprowadzić w ramy w których ona sama najlepiej się miewa. Nie ważne, że ja bym chciał codzień wstawać coraz później. Mam wstawać tak jak ta osoba bo tak wszyscy wstają i jest ok. Otóż moi drodzy to nie tak łatwo ze mną. Jestem inny. Od zawsze to wiedziałem. To ja zawsze pomimo odwiecznej nadwagi ganiałem za piłką od rana do nocy. Potem w szkole przejmowałem się każdą oceną. Gdy poszedłem do pracy dawałem z siebie 100% co zreszta robie do dziś. I tu pojawia się największy szkopuł. Współpracownicy nie lubią patrzeć jak się staram. Ot, tak. Oni chcą przyjść, odstać i wyjść… Ja tego nie rozumiem i chyba nie chcę ale to nie jest temat na teraz. Osobiście gdy mam przed sobą osobę, która mi mówi, że to co ja robię jest bez sensu przypomina mi się Vlog Mateusza Grzesiaka odnośnie wspomnianego w temacie hejtu.

I tu się pojawia klucz. Nie podoba Ci się to co ja robię? Świetnie, być może mnie też nie pasuje ale pozostawiam to dla siebie. Dlaczego? Bo być może Tobie to pasuje a ja nie lubię nikomu układać życia, bo mam własne i nad nim pracuję.

Moi drodzy. Wiem, że z opisów bloga miał on trochę inaczej wyglądać ale poruszanie przeze mnie takich spraw też należy do samomotywacji. Poprzez rozstrząsanie takich spraw nastrajam się na pozytywne myślenie o mojej przyszłości. Wkrótce ukaże się wpis o moich posunięciach finansowych. Nie będę pisał kwot, które zarabiam i które odkładam w myśl zasad Bryna Tracyego bo to nie na tym polega. Ale uważam, że będę mógł Wam zdradzić ile i gdzie inwestuje i z jakim skutkiem.

Tyle na dziś

Pozdrawiam

Dawid Pietrzak